nam dali do jedzenia, jeszcze resztę tych naszych bagaży tam jakichś, wyrywają nam spod pachy no i każdy na takim łańcuszku trzymany jest przez żandarma, wsiadamy do budy jedziemy, na szczęście jest bocznica towarowa w Tarnowie, tam ładują nas, jest nas około 80- ciu, ładują do dwóch wagonów towarowych i zamykają, plombują, jedziemy. Rano, dworzec – stacja, któryś z kolegów spojrzał Auschwitz. No niewielu było takich wtedy jeszcze, którzy wiedzieli co to jest Auschwitz, po paru godzinach już byliśmy zorientowani bo jakieś pół godziny czekaliśmy na rampie, przy dworcu tym, przy stacji kolejowej i potem przyszli SSmani, dwóch SS-manów, siedli na lokomotywie, przyczepili do, tam to widzieliśmy jak oni manewrują no i otworzyła się brama, taka drewniana z drutem kolczastym, przeciągnęli nas na rampę. To była bocznica, która dzisiaj biegnie wzdłuż tej ulicy, tej szosy, która jest równoległa do parkingu, tego dużego. Więc właśnie na wysokości recepcji wysiedliśmy. Tego wszystkiego nie było oczywiście ani recepcji, ani, ani tej tych budynków. Tam była duża tak zwana Kiesgrube żwirownia taka, która się rozciągała od blokfürersztuby i arbeit macht frei aż do het, het, tam prawie do, do samej szosy. No i to była taka wykańczalnia, ale o tym to potem. No teraz się odbył ten akt najtrudniejszy dla tych ludzi, którzy przyjeżdżali, dlatego że procedura przyjmowania, przynajmniej w tamtym okresie i tak jak ja to przeżywałem, polegała na tym, żeby człowieka nie tylko przerazić ale porazić, do tego stopnia żeby stał się w miarę bezwolnym i, i posłusznym niewolnikiem. Przez chwilę tylko po zatrzymaniu się pociągu była cisza, potem zorientowaliśmy się, że bo koledzy patrzyli przez okienko, że jesteśmy otoczeni przez SS-manów z psami i nagle otworzyły się drzwi, po tej stalowej, żelaznej szynie, te kółka, od tego, to gwałtownie otwarto to taki hałas niezwykły w tę ciszę taką, oczekiwanie w tym wagonie tych czterdziestu ludzi i w pewnym momencie trzech SS-manów do środka i zaczęło się raus, Weg, wysiadać, tego, no i wszyscy zaczęli te skoki, oczywiście nie po stopniach tylko od razu, nie ma żadnych stopni na dół. No to jak taki był jeszcze młody człowiek jak ja to jeszcze pół biedy ale jak byli starsi ludzie np. był taki porucznik Lisos major Lisowski miał tą protezę drewnianą i skakał z tą protezą, od razu złamał tę protezę i już było, było wiadomo, że, że nie jest dobrze, i potem się okazało, że http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 7 bardzo szybko, jako niezdolny do pracy tego, poszedł został rozstrzelany zresztą. No a myśmy zaczęli się nas ustawiać piątkami. Ja na szczęście dostałem się w środek piątki tak, że ten bieg, który się zaczął odbywać od tego miejsca do bramy Arbeit macht frei polegał na tym, że myśmy biegli a oni nas tłukli kolbami, kijami, psy szarpały za to. I to wszystko było w tym, tym niezwykłym jazgocie, jakim potrafił być język Goethego i Schillera, jeżeli się go chce w ten sposób użyć. I o dziwo dopadliśmy bramy, przekroczyliśmy bramę i wszystko się skończyło. Skończył się terror, skończyła się ta presja, skończyło się to ta chęć porażenia człowieka. I z drugiej strony zaczęło się urzędowanie. Na razie ustawiono nas do, do tego, do prze przemówienia komendanta obozu, od czego zaczęliśmy czekać, w tym momencie przeżyłem pierwsze zetknięcie, takie autentyczne z obozem, z bocznej ulicy od strony kuchni, zza kuchni do bramy wybiegło – potem się okazało – komando. Grupa, która składała się z przy każdej nieśli, więźniowie nieśli skrzynie. Tak nieśli jak się u nas nosi trumnę na pogrzebach, z tym że przy każdej tej skrzyni było ośmiu. To były szkielety w ogóle. Jest to grudzień 40 roku. 4 grudnia, i oni przybiegli przed bramę, pierwsza skrzynia zatrzymała się przed bramą a my stoimy tu naprzeciw tego bloku właśnie, to był wtedy 9, dzisiaj jest to 23 trzeci zdaje się według nowej numer numeracji. Postawili skrzynie, ja do mojego kolegi taki inżyniera starszego mówię, Staszek, co oni noszą w tych skrzyniach, kamienie, piasek. On mówi: zdaje się za chwile zobaczymy. I rzeczywiście, wyszedł SS-man z blokfürersztuby, przeszedł bramę, zwróciłem uwagę na to, że on był gdzieś w moim wieku, przystojny, gwiżdżący, w ogóle jakoś kontrastował z całą tą rzeczywistością. Podszedł do pierwszej skrzyni i Weg, odkryć – więźniowie odkryli, okazało się, że w skrzyni leży na waleta dwóch zmarłych więźniów. No to są już takie bardzo wyczer wycieńczone ciała z tym, że dla identyfikacji nie było wtedy jeszcze numeracji na tatuażu. Każdy na piersiach miał fioletowym ołówkiem wypisany numer. Wynoszono do krematorium, ten SS-man który podszedł, schylił się i zza cholewy wyciągnął taki długi gwóźdź i podchodził do każdej skrzyni i pchał jednego i drugiego w serce. Na pewno nie wynoszą żywego. To było takie pierwsze zetknięcie z rzeczywistością obozową. No potem normalna już rutynowa sprawa – http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 8 łaźnia, strzyżenie, golenie, numer do rączki. Na korytarzu gdzie spod zimnej zimnego prysznicu, bo nie było ciepłej wody, na otwartym na korytarzu gdzie z jednej i z drugiej strony otwarte drzwi, ten pasiak, nie było jeszcze czapek na przykład, to znaczy czapek brakło i dostaliśmy takie nauszniki tylko na takiej sprężynie metalowej no i na pierwszy blok zacząłem pracę. Początkowo w na Bahnhofie zwei, potem przyszedł do mnie mój sztubowy, który okazał się był podoficerem, to był blok XA, sztubowy, który był na wolności podoficerem Wojska Polskiego, wicemistrzem bodajże w szabli – Kazio Szafrański. I ja tam na początku tak parę razy, bo tak byłem wychowany w domu, zmyłem podłogę, umyłem miski po jedzeniu i on mówi: słuchaj August, ja widzę że ty potrafisz takie rzeczy, jest decyzja, obojętnie czyja, nie pytaj mnie, żeby Polacy obejmowali funkcje jakie mają w tej chwili obejmują tylko Niemcy, to znaczy blokowych, kapów, zastępczych blokowego, żeby, żeby ratować się, bo mówi, jeżeli my tego nie zrobimy to będziemy ginąć nie tylko od, przez SS-manów i przez wyroki śmierci, ale oni nas tu normalnie będą tłukli bo to najtańszy sposób wykańczania. No i rzeczywiście, mówi, weź ze czterech jeszcze swoich kolegów ze swojego transportu, ale takich pewnych co to potrafią pracować i pójdziemy na blok XVII, to jest, mówi, blok na którym jest sztuba kucharzy, tak że poza wszystkim jeszcze będziemy mieli możliwość dodatkowego jedzenie a poza tym spełnimy te funkcje, że nie tylko sobie ale i tym, którzy przyjdą, bo tam miały przyjść Ugandi, no będziemy tymi, którzy ich będą w miarę łagodnie, na ile to wiesz możliwe, mówi, wprowadzać w tę rzeczywistość obozową, czego no myśmy nie doznali bośmy od razu popadli pod kapów, pod Niemców, tych przestępców. I tak się stało, poszedłem tam, no ja wytrwałem tam niedługo, dlatego że mój kapo, mój blokowy miał jakieś nieporozumienia z arbeitdienstem zwei Wieczorkiem, nie arbeitdienstem przepraszam lagerem..... bo było dwóch Brodniewicz i Wieczorek i ten Wieczorek coś podpadł mu mój blokowy, nie ten zastępca blokowego Kazio, tylko blokowy Niemiec, a regulamin obozowy wymagał tego, że jeżeli w czasie dnia lager …..(?) czy SSman wchodził na blok, każdy kto stoi na bloku na korytarzu musi stanąć, jest obecny na korytarzu musi stanąć i krzyknąć Achtung Jak ja będąc w obsłudze tego bloku wtedy na http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 9 dyżurze zobaczyłem Wieczorka, to stanąłem i krzyknąłem Achtung. A ten idąc po drodze na mnie zaszarżował, wybił mi, to był drugi mój dentysta, wybił mi dwa zęby za to, że ostrzegłem kapę. Bo ten krzyk Achtung był równocześnie, jeżeli kapo wtedy np. grał w karty a to zdaje się o to chodziło w pokera, z innymi jakimiś kapami tam, bo grywali z SS-manami, to ja go ostrzegłem w ten sposób. No i za 2 dni wyleciałem z tej funkcji tam blok tego sztubowego i poszedłem na Bunę. - Na Bunę? - Na Bunę, tak Buna Werke Industrie….(?). To był pierwsza grupa, bo to było 300 osób, trzy setki nas wtedy było. To był kwiecień, rok 41. Komandofürerem był Sztolten to podoficer, w randze to był już nie wiem oberszarfuhrer unterszarfuhrer chyba oberszarfuhrer. No i nas trzystu tam było, ja zacząłem od, nie wiem dlaczego, kazał mi plantować i pielęgnować krzaki agrestu, które rosły koło starej karczmy, właśnie na tym rozdrożu. Jedną stroną się szło do Dworów, drugą do Manowic i w tych, w tym miejscu na tym rozwidleniu była stara karczma. A po drodze po drugiej stronie zaczęły powstawać te baraki, magazyny, biura, takie drewniane baraki normalne dla budowlańców i cała , tam była ta cała centrala Bunych był wtedy. I myśmy się przede wszystkim zajmowali początkowo budowaniem tych, tych baraków tych pomieszczeń dla normalnego tego kierownictwa. No a naszą rolą generalnie polegała rola polega na plantowaniu, na wyrównywaniu tych terenów, które były przeznaczone na fabrykę, początkowo. No i tam, w pewnym momencie trafiłem do takiego komanda klosterkomando, gdzie chodziliśmy przebierać buraki, ziemniaki, należące do gemeinschaft lager takiego obozu, w którym mieszkali pracownicy – Włosi, przywiezieni z Włoch na roboty do Oświęcimia i oni budowali, razem z nami budowali …(?) czyli fabrykę syntetycznego kauczuku bo to oto wtedy chodziło i karbidu. To dzisiaj są te duże zakłady chemiczne. Tam spotkałam się z akcją ze strony Salezjan i zakonnic Serafitek, które niosły pomoc nam bardzo. Przez cały czas zresztą od 40 roku do 45 na terenie albo w pobliżu pracujące komanda to oni się zajmowali, zorganizowali to bardzo świetnie a przede wszystkim nawiązałem kontakt z tajną organizacją kobiet polskich, organizacją która była http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 10 początkowo ZWZ Związek Walki Zbrojnej później Armia Krajowa. Tam kobiety pracowały dwójkami, trójkami. Polegało to przede wszystkim na dostarczaniu żywności, na dostarczaniu lekarstw i na dostarczaniu nielegalnej korespondencji. Potem ta organizacja zaczęła przygotowywać ucieczki, miejsca dla zbiegów. Przerzut przez granicę do Generalnego Gubernatorstwa. I tam przypadkowo – to taka dziwna historia – mój forarbeiter Hanys Musiał, Ślązak, zakochał się w dziewczynie, którą zobaczył przy rozbiórce Synagogi. Z Buny wysłano do Oświęcimia grupę 13 więźniów do rozbiórki resztek Synagogi, jaka była w Oświęcimiu. Na tyłach domów, bo tam ta jedna Synagoga istnieje do dnia dzisiejszego, natomiast ta druga, która była na tyłach domów, które frontem wychodziły do rynku a tył wychodził tych domów wychodził na tę Bożnicę czy Synagogę nie wiem czy to wszystko jedno czy nie, ale, ale tam. I myśmy tam zastali Abbruk Synagoga wy wyznaczeni, i tam do tej grupy 13-osobowej dotarła taka dwójka z tego, z tej organizacji, dwie panie: jedna starsza, druga młodsza, i zaczęły pomagać tej trzynastce. I tamta młodsza ogromnie, no to takie były emocjonalne zupełnie nieważne sprawy pozornie a jednak trzymały tego człowieka. On w ogóle oszalał, on w każdy wieczór mi opowiadał jak Dziunia wspaniale wygląda, jaka ona jest cudowna i w końcu zdecydował, że ja muszę ją zobaczyć. Kosztowało go to sporo, bo nie chciał mnie – oberkapo Boniec wypuścić z tej głównego placu budowy, ale dałem mu setkę papierosów i 20 marek i zostałem przydzielony do kloster do Abberkomando Synagoga. Tape # 2 02:00:53:19 - Skończyliśmy na tym, jak pan poszedł zobaczyć tą dziewczynę, w której się kochał ten pana przyjaciel - tak - jak to by?. http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 11 - No i teraz zostałem członkiem, Boniec się zgodził, Hanys zwyciężył, poszedłem do ….. (?) Polegało to na tym. że trzeba było z tymi dwoma SS-manami, którzy chodzili z nami jako wartownicy, uzyskać zgodę na to, żeby oni te kobiety mogły nam podać żywność. Oni mieli poważne trudności aprowizacyjne SS-mani też. Pieniądze dla nich nie przedstawiały specjalnej wartości, natomiast jajka, masło i alkohol to była największa wartość. Za to można było załatwić bardzo dużo i to poważnych spraw. I było trzeba pamiętać, że ta kadra SSmańska to było zupełnie co innego niż to, co potem, czym potem byli ci SS-mani, którzy przyszli jako wartownicy do obozu, to wtedy już byli ludzie, którzy byli z poboru, byli dekownicy różni, którzy nie chcieli iść na front wschodni, masę było tych takich tych holdsdojczów, troszkę z Arabii było Rumunów. Najgorsza swołocz to byli Szałenisi Litwini i, i Łotysze SS-mani, a tak to oni, no do tego stopnia, że ja widziałem, jak SS-man, który ze mną chodził do pracy jako wartownik z brotrolwagi czyli wieźli chleb przed ulicą obozową, skoczył i dwa bochenki chleba ukradł, złapali go na tym i potem siedział w bunkrze. No więc oni trzeba było od nich zgodę uzyskać. I właśnie za jajka, za, za masło i wtedy jak zgoda była, Hanys na wbitym szpadlu wieszał czapkę. Pojawiały się na pierwszym piętrze w opuszczonej przez Żydów kamienicy, pojawiała się pani Helena Stupkowa właśnie z Dziunią Leśniak, z tą dziewczynką, którą się Hanys zachwycał. I po dwóch chodziliśmy tam na te półpiętro i tam się odbywało, obiad cały po prostu. Jak to wyglądało to ja się zorientowałem, kiedy jako ostatni z Hanysem poszedłem tam. Panie nalały do misek takiej zupy, no wszystko w tej zupie było: ein Topf ale takie dla rekonwalescentów i zacząłem jeść, spojrzałem, no już wiedziałem, że to jest Dziunia, że to jest ta, rzeczywiście piękna, mło młodziutka, 18-letnia dziewczynka, blondyneczka i starsza pani koło niej, lat może, od niej starsza, 45. I mówi, a pan tu jest nowy. Ja mówię, tak, pierwszy dzień jestem tutaj. A skąd pan jest? Z Mielca. A jak pan się nazywa, ja mówię: Kowalczyk. Ale nie Gucio? Ja mówię, tak, bo tak mnie nazywali w domu. Ona mówi panie, to ja pana tyle miesięcy szukam, nie mogłam pana znaleźć, pytałam się, nikt nic nie wiedział. Okazało się, ta pani miała siostrę w Dębicy, w Mielcu i tam jeździła od czasu do czasu, bo miała syna, z kolei którego wywiozła do Mielca, żeby tutaj móc http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 12 pracować w miarę bezpiecznie, nie narażając dziecka na tego. I tam matka moja do niej trafiła i w ten sposób złapała kontakt nielegalny na dom na tego i potem no i dzięki niej właściwie to można powiedzieć, że żyję. No i na tej Bunie, zaczęły się, no dla mnie różne były okresy lepsze, gorsze, ale w końcu zostałem nakryty na tych, na tych kontaktach, po roku, bo ja w kwietniu w 41 roku przyszedłem na Bunę a w maju 16 maja 42 roku zostałem nakryty na kontakcie z ludnością cywilną, tam mnie aresztowano i odprowadzono do bunkra, aresztowano mnie na bramie w czasie po powrotu, poszedłem normalnie w swojej setce, na bramie zatrzymano moją setkę, wywołano mój numer, no i komando odeszło a ja poszedłem do bunkra na blok XI, cela nr 20, ostatnia cela przy ścianie śmierci, ciemnica i tam zostałem zamknięty. Pech, bo to ironia losu, bo człowiekiem, który mnie prowadził do tego bunkra i który tylko za mną koc wrzucił, był ten sam Hanys Musiał, który tam rok temu czy tam 10 miesięcy wcześniej poznawał mnie z tą Dziunią, piękną dziewczyną. Bo on w międzyczasie przestał pracować na, na Bunie i został takim funkcyjnym na bloku XI-tym. No tam zaczęło się dopiero jak mnie następnego dnia rano, 17-tego wyprowadzono na apel, ale stałem sam, a 25 metrów od tej budki od gongu i zobaczyłem po raz pierwszy obóz nie z szeregu tylko z zewnątrz i też te bloki ustawione i tutaj tę całą wierchuszkę SS-mańską przy tej, dzisiaj to się nazywa kapliczka Kaduka czy tej Ku Kaduk zdaje się tak ten raportfuhrer. To wtedy poczułem, że coś się zaczyna dziać niedobrego, że jestem obiektem, sam jeden, nie w tej masie no i rzeczywiście odprowadzono mnie potem z powrotem do bunkra, bo tak, nie skreślono mnie ze starego stanu i nie zameldowano na bloku XI bo to już było wieczorem, po powrocie, po apelu, wobec tego na apel poranny wyprowadzono mnie samego, z tym, że jestem w bunkrze w bloku XI-tym. No i przyszedł lagerertester Brodniewicz i zaprowadził mnie na blokfuhrersztubę, tam był gabinet Aufmajera lagerfuhrera. No i jak tylko wszedłem to on złapał pejcz z biurka i ta rączką zaczął mnie walić po głowie, wrzeszcząc, że to jest ten ta świnia, która mu demoralizuje tych SS-manów. Okazało się, że Rumun, który parę razy dostał ode mnie za pierwszym razem proszki przeciwko bólowi zębów bo go bolały, padał deszcz – dostał herbaty z rumem, którą przyniósł majster na budowie i zawsze w jednym http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 13 miejscu zostawiał i on to przyuważył, zabrał tę butelkę i oskarżył mnie o to, że utrzymuję kontakt z ludnością cywilną. No i, a jako dowód przyniósł tę butelkę, taką piersiówkę na tego. No i zaczęła się, Lachmann mnie zaczął przesłuchiwać w charakterze podejrzanego o te kontakty, kto, gdzie, z kim, na szczęście nigdzie nie poszedłem do, do domu, a czasami chadzaliśmy do domów i w Oświęcimiu i w tym we Dworach czy w Marzewicach. No i krótko i węzłowato, jeszcze mój kapo Niemiec ze mną razem też poszedł bo brał w tym udział i on mnie też oskarżył. No okazało się, że do mnie to on chodził i mówił słuchaj August, ja chcę jechać, jadę na urlop do teścia, postaraj mi się o jakiś alkohol ale taką wódkę wiesz, z Generalnego Gubernatorstwa, mój teść bardzo to lubi. I ja rozmawiając z takimi robotnikami powiedziałem, jak będziecie mogli to postarajcie mi się. No oni się nie postarali, nie wiem z jakich powodów, byli rozsądniejsi ode mnie i nie przynieśli to ale on dostał, on chciał jechać na urlop i za to, że mnie wsypał na tej zasadzie, że ja mam kontakty z ludnością cywilną, on dostał urlop, bo to wtedy im dawali zdaje się trzy dni czy tydzień urlopu za taką historię. Przesłuchania trwały dwa tygodnie, prawie dwa bo ja 16 zostałem poszedłem do bunkra, a 27 wyszedłem z bunkra, 28 na bloku tym dwudziestym trzecim Palicz odczytał mnie i takiej większej grupie wyroki skazujące do karnej kompanii i ja wyrokiem po przesłuchaniach i z rozkazu komendanta obozu dostałem dożywotnią karną kompanię i dwa razy po dwadzieścia pięć na dupę. I zostałem od razu, mój kapo dostał 4 miesiące. I zostałem natychmiast po tym odczytaniu tego wyroku przeniesiony do karnej kompanii w Brzezince. Z tym, że no w bunkrze przeżyłem koszmar, to znaczy przeżyłem egzekucję zakładników, bo oni zginęli niby jako zakładnicy. To były dwie grupy więźniów z Krakowa, aresztowanych, inteligencja przeważnie, na ulicy Łobzowskiej nr 8, to była kawiarnia plastyków w Krakowie i tam odbyły się dwa aresztowania i dwie te grupy w krótkim odstępie czasu jedna po drugiej przyjechały do obozu i przez jakiś czas przebywały w obozie i 27 maja rano zostali rozstrzelani. Z tym, że moje przeżycie polegało na tym, że ja miałem świadomość, że przy takich egzekucjach no odbywało się często czyszczenie bunkra, to znaczy otwierały się drzwi, za co siedzisz, dlatego, i ewentualnie pod ścianę, pod ścianę poprzez łaźnię, tam umywalnię http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 14 pod ścianę. A równocześnie ostatnia moja cela dwadzieścia to jest cela przy ciemnica przy ścianie śmierci gdzie tam tylko taki pancerz jest na zewnątrz na tego. I na tym pancerzu siedział Aumajer, rozmawiał tego i odbywała się egzekucja. Ja wiedziałem, że tam po 3 po 4 osoby podprowadzają na te do tej rynienki pod tę ścianę bo tam były deski, tego nie ma dzisiaj bo to zupełnie zostało wykopane, wyrzucone wykopali jakoś bardzo głęboko w ziemi usuwając tę ziemię piasek ze śladami krwi stamtąd, zlikwidowano potem już po mojej ucieczce tę ścianę śmierci, bo to co dzisiaj jest to rekonstrukcja tego. I słyszałem teraz liczyłem 4, tylko charakterystycznie. Nie było słychać tych salw takich z karabinka no, potem się okazało, że to karabinek, nie tak jak myśmy podejrzewali, że to jest pistolet do uboju bydła z iglicą, ale był to pistolet do uboju bydła tylko z taką amunicją no małokalibrową całkiem po prostu. I to przykładane do głowy tutaj z tyłu powodowało natychmiastową śmierć. Ale nie na tyle natychmiastową żeby od czasu do czasu nie rozlegały się rewolwerowe strzały takie dobijające tych. No i przede wszystkim pierwszy, pierwszy tłumacz, który powtórzył wyrok nie umiał po niemiecku dobrze, bo mówi za to, że mieliście coś wspólnego z niemieckim dowódcą lotnictwa, zostaniecie rozstrzelani. Dopiero drugi, i podejrzewam że to był, tylko tego już nie zarejestrowałem, że to był Hanys właśnie, który powiedział za zamach na szefa lotnictwa niemieckiego na lotnisku w Krakowie zostaniecie rozstrzelani jako zakładnicy. No i tak liczyłem, może doliczyłem do 100 w mojej wyobraźni że to no, a potem już przestałem liczyć, chodziłem jak zwierz w klatce po tym. I tego samego dnia w godzinach popołudniowych wyprowadzono mnie z bunkra razem z jeszcze tam może nas z 10-ciu było. Jeszcze były te ostatnie zmywania tego dziedzińca i tych tam, którędy krew spływała, na tego i Hanys był taki bardzo widać, że był przy tej egzekucji. I poszedłem na blok, ale od razu na bloku mi powiedziano, że mam się zgłosić do szrajbsztuby i 28 rano po śniadaniu zgłosiłem się do szrajsztuby no i tam był wyrok karnej kompanii no i do Brzezinki. Przyszliśmy tam, przyszyłem sobie ten, czarny punkt i czerwony punkt kazali mi przyszyć. Czyli no już widziałem, że to jest inslage, podejrzany o chęć ucieczki, niebezpieczny no i dożywocie, już wiedziałem że wcześniej czy później to się skończy. No ale to, to, to się http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 15 później skończy miałem nadzieję, natomiast drżałem kiedy się zacznie chłosta, dlatego że ja widziałem paru moich kolegów po, po 25 takich uderzeniach co było często początkiem końca, ja miałem nie wiedziałem czy mam dostać dwa razy po 25 w odstępie, czy od razu 50. No i za byłem w karnej kompanii 3 godziny może, przychodzi mój kapo, Kart Bracht, komunista, polityczny więzień, Niemiec, i mówi August jest niedobrze, dintojra kaposka wydała na ciebie wyrok śmierci. Ja mówię, co to znaczy? No wiesz, bo to, to jest takie środowisko przestępcze, ono ma te tradycje dintojry i oni mają swoje te specjalne statuta i jedna jeden punkt mówi o tym, że jeżeli przez Polaka, Niemiec trafi do karnej kompanii to musi zginąć. I Niemcy wydali, i ci kapowie wydali na ciebie wyrok, bo uważają że ja wpadłem przez ciebie. Mówi, tłumaczyłem jak mogłem, że to nieprawda no uzyskałem tylko tyle, że przez 4 miesiące mojego pobytu tutaj włos ci z głowy nie spadnie. A potem jak odejdę to już, to jest wyrok zostanie wykonany. Kiedy 9, nie 5 czerwca, czyli po tygodniu właściwie pobytu w karnej kompanii, przyszedł do mnie kolega, z którym pracowałem na Bunie wspólnie, Mietek Kawecki, z Mysłowic pochodził, i mówi: August, co ty tu robisz? Nie wiedział, że ja jestem w karnej kompanii, ja też nie wiedziałem. Ja mówię: no wpadłem. Na czym? W kontakcie z naszą organizacją, on też współpracował z tymi kobietami. Mówi a wyobraź sobie, ja jestem dlatego bo gestapo z Mysłowic przysłało za mną wyrok śmierci i w oparciu o ten papier komendant przerzucił mnie do karnej kompanii czekam na egzekucję teraz tylko. No ale jak by była ucieczka czy ty byś się zdecydował. Ja mówię: tak, oczywiście, to jedyny ratunek w tej chwili. I okazało się, że w tym czasie jak ja tam byłem te 10 dni, prawie dwa tygodnie, to z tych grupy czerwonych punktów a do takich ja należałem, wzywano do obozu macierzystego Auschwitz eins, Auschwitz jeden, wzywano z czerwonymi punktami ludzi. I już nie wracali bo już szli na rozwałkę normalnie. I kiedy tam kolejną grupę wzięli okazało się, organizacja, na której czele stał Pilecki, zaczęła organizować ucieczkę i bunt karnej kompanii. I doszło do tego, ja wcześniej zostałem wciągnięty bo to piątego, piątego czy szóstego już w tej chwili nie pamiętam dokładnie, przyszedł Mietek Kawecki do mnie i zaproponował, zgodziłem się, powiedział: szczegóły poznasz później. No i 9 http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 16 wieczorem przyszedł, miało być jutro, uciekamy z pracy w czasie przerwy obiadowej, szczegóły poznasz na miejscu. Bardzo nerwowa była atmosfera wtedy, przypuszczam, że wielu takich było jak ja, i tak kapowie też jakby coś czuli bo tak rozmowy jakieś takie głupie prowadzili z nami. Nagle zaczęli rozmowę. Efekt był taki, że następnego dnia, 10 czerwca około 350 więźniów, gro z czerwonymi punktami, czyli wyroki śmierci, wyszło do pracy z Brzezinki. Pracowaliśmy wtedy w tak zwanym na tzw. Keninkzgraben to był taki rów melioracyjno odpływowy jaki ma miał połączyć obóz w Brzezince z płynącą nieopodal Wisłą. Może jeszcze dodam troszkę się cofnę do tyłu, że w maju tego roku, czy pod koniec kwietnia, zjechały gestapa z całej Polski i przejrzały akta tych swoich klientów, których przysłali tutaj do, do obozu. I okazało się, że około 500 więźniów, którzy powinni byli być już na himmelkomando żyje i to ma się zupełnie nieźle bo są na tzw. funkcjach. Jako te, jako pierwsi, którzy przyjeżdżali do obozu stopniowo, automatycznie wchodzili na funkcję. I byli tacy, co byli rok już na funkcjach, prawie dwa lata na funkcjach bo to dwa lata już obóz istniał, no i wzięli ich wszystkich wyciągnęli, do karnej kompanii i dali te czerwone kółka. I po tym po 10, po 5 wyciągali i pod ścianę rozstrzeliwali. I w ten sposób likwidowali. I to zdopingowało i Pileckiego i tych którzy brali udział w tej ucieczce do tego, żeby uciekać ratować siebie i już bez żadnego ryzyka na tak zwane represje z powodu ucieczki bo wszyscy, wszystkich nas tak czy tak czekała śmierć. 12 esesmanów szło z nami bo to już jako harcerz tak od razu zacząłem układać sobie plan. Przede wszystkim chciałem się zorientować czy jest broń maszynowa wśród esesmanów, więc policzyłem esesmanów. Nas poszło trzy i pół setki, czyli 350, 12 esesmanów i jeden miał empi, a wszyscy reszta miała karabiny, normalne długie karabiny kabeki. No i teraz myśmy pracowali pomiędzy takimi dwoma, dwiema groblami na terenie starego koryta stawów. I tak na jednym grobli 5 esesmanów, na drugiej pięciu, pomiędzy tymi po jednym, czyli dwunastu tworzyło taki łańcuch wartowniczy. Z tym że grobla z jednej strony to za groblą był staw i półtora kilometra obóz w Brzezince, bo jeszcze nie było całego tego dopiero w budowie rozpoczynała się budowa tego dużego całego pola na którym drewniane baraki staje stoją, stały potem. I natomiast z drugiej strony był las, http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 17 drągowina leśna, poszycie i tam gdzieś w perspektywie Wisła. No i teraz czekamy na obiad. Wszystko takie nerwowe sygnał godzina 1230 sygnał, gwizdek na obiad. Wszyscy się schodzą koło baudy, esesmani też zaczynają jeść obiad, ale mnie to tak nie interesuje ani zupa, ani ten, ten, ten obiad tylko co dalej. Nerwowa atmosfera nic nie wiem. W pewnym momencie przychodzi jakiś po 5 minutach Mietek mówi August popełniliśmy błąd, nie wzięliśmy pod uwagę, że jeśli uciekniemy w południe o 1330 to 10 godzin dnia na pościg, a to jest samobójstwo z naszej strony. Wobec tego zmiana jest, wracamy do pracy. I po powrocie do pracy pierwszy gwizdek jaki się rozlegnie jest sygnałem na rozpoczęcie ucieczki. Nie uciekamy oczywiście na stronę stawu i obozu, uciekamy na stronę lasu, na stronę wolności. W związku z tym musimy przejść przez esesmanów tych pięciu. Na przeciwko każdego esesmana jest grupa, która będzie uciekać. Ty jesteś w grupie mówi Mietek 13-osobowej. Nie wiedziałem, że nas jest 13, mało w ogóle nie wiedziałem którzy to są koledzy, tak głęboka była konspiracja. Mówi i do ciebie August prośba mówi Mietek, żebyś od razu na początku zaraz po gwizdku zaatakował esesmana od frontu. Koledzy ci pomogą atakując go z boku i z tyłu. Tu nie chodziło o jakąś zemstę na SS-manie chodziło o zmniejszenie siły ogniowej pościgu. Zlikwidowany karabin – większa szansa dla uciekających. No i w porządku, wracamy do pracy. Minęła jedna godzina, druga, trzecia, koło wpół do piątej zaczął padać deszcz, nigdy w czasie tego deszczu nie schodziliśmy z pracy. Ale SS-mani tymczasem włożyli na siebie panterki, te pałatki takie, płachty namiotowe, tak zwane panterki i w ten sposób schronili się przed deszcz, chronili się przed deszczem, ale jeden z SS-manów poszedł dalej, to był akurat SS-man, który stał na grobli naprzeciwko mojej grupy. Włożył na siebie panterkę, po czym schodzi z grobli, przechodzi przez taką sporą kępę krzaków, jaka oddzielała jego pilnującego od nas pracujących, i na skraju tych krzaków kucnął pod krzakiem, oparty o karabin, dodatkowo schronił się przed deszczem. W ten sposób znalazł się o 6 metrów od narzędzia jakie wcześniej przygotowałem sobie z myślą o ataku na SS-mana. Z pośród wielu łopat wybrałem jedną sztychówkę, taki rytel, szpadel o zdrowym trzonku, wbiłem w ziemię było to jednak teraz 6 metrów od SS-mana, a przedtem było 30 metrów. http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 18 Minęło może jeszcze pół godziny. Około 16.30 gwizdek, sygnał na rozpoczęcie ucieczki. A ja miałem nadzieję, że tym pierwszym gwizdkiem będzie gwizdek na fajrant i wtedy na pościg zostaną trzy godziny, niestety wpół do piątej po południu zaczęło się. Tak jak to pamiętam, jak to przeżywałem był to szczególny rytm. Gdybym dzisiaj szukał punktu odniesienia powiedziałbym, że cały początek ucieczki przebiega tak jak w zwolnionym filmie, bez żadnego pośpiechu, bez nerwowości podszedłem do mojego ubrania, włożyłem spodniepasiak, kurtkę-pasiak ale pasiak nie był typowy, nie taki jak codziennie ponieważ wcześniej ze spodni i z kurtki zerwałem szmatki z moim numerem, chodziło o anonimowość w czasie ucieczki, miałem zamiar te ciuchy obozowe z siebie zrzucić. Jeżeli potem w czasie pościgu SS-man znajdzie mój pasiak, bez mojego numeru będzie wiedział tylko tyle, że tędy uciekał któryś z więźniów. Nie będzie tych dodatkowych informacji, że ja i że mnie ewentualnie w tym kierunku należy szukać. O taką anonimowość chodziło. Włożyłem jeszcze buty, miałem stare saperki wojskowe niemieckie, jakie ufrasowałem już zresztą w karnej kompanii, byłem ubrany. Spojrzałem po kolegach, ubrani, należało rozpocząć działanie. Podszedłem do łopaty, wyciągnąłem z ziemi, założyłem na ramię, wykonałem skok z zamachem, ale skok nie skończył się przy SS-manie tak jak był zaplanowany, ponieważ ja w powietrzu jakbym zwiądł. Bo mój SS-man jakby miał sprężynę w pewnym miejscu, od razu stanął na równe nogi z bronią wymierzoną w moją pierś. I to był moment kiedy koledzy mogli mi pomóc atakując go od tyłu. Ale do niczego takiego nie doszło, nic takiego się nie zdarzyło, ponieważ nerwy ich odmówiły posłuszeństwa i koledzy od razu zaczęli pryskać, od razu zaczęli uciekać. Kiedy SS-man zorientował się, że ten ucieka przestał zajmować się mną i pobiegł za uciekającym. To ja przestałem się zajmować SS-manem, rzuciłem łopatą o ziemię, w krzaki, na groblę, patrzę przede mną las, te wrota do wolności. Najprędzej jak to możliwe zniknąć z pola widzenia SS-manów. Jak? Do krzaków. Gdzie krzaki? Po lewej stronie, wobec tego z grobli i najkrótszą drogą do krzaków. Tymczasem następny SS-man, który stał na grobli nie wiedział, że naprzeciwko niego też jest grupa więźniów, która za chwilę zacznie uciekać. A nie wiedział dlatego ponieważ na naszym skrzydle ucieczka zaczęła się najwcześniej. Myśmy http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 19 mieli zaledwie 6 metrów do SS-mana od tego momentu, kiedy zeszedł z grobli. Pozostałe cztery grupy, każda miał swoje 30 metrów na groblę. Nie wiedząc, że ma naprzeciwko siebie potencjalnych zbiegów zajął się mną. I powstała dla mnie paradoksalna ale groźna sytuacja. Bo czym ja szybciej do krzaków, tym ja bliżej SS-mana. Zaczął mi bowiem przecinać drogę biegnąc do mnie, okryty pałatką, karabin kolbą oparty o biodro, biegnie i strzela. Dziesięć kroków – nic, osiem – nic, sześć – nic, wyrżnął mnie lufą w plecy, wtedy ja zawróciłem. W tym momencie wybiegł następny kolega, on pobiegł za uciekającym, to ja znów zawróciłem, dwóch kolegów przede mną, w trójkę wpadliśmy w krzaki, biegniemy a ja rozpoczynam zaplanowany wcześniej striptiz. Przede wszystkim buty. Jeden but w jedną stronę, drugi w drugą i wkładam pantofle gimnastyczne, takie biegówki lekkoatletyczne, jakie tego dnia rano przed wyjściem z obozu do pracy przyuważyłem u jednego kapy, Niemca, fryzjera i co by nie mówią, że ukradłem, zabrałem, schowałem sobie za pasek w spodnie i tak wyszedłem do pracy. Teraz kiedy zrzuciłem buty, założyłem pantofle ale to nie chodziło o wygodę w czasie biegu, w czasie ucieczki chodziło przede wszystkim o psy policyjne jakimi dysponowali SSmani. Pies policyjny dla uciekającego więźnia, to był wróg numer 1. Każdy człowiek dla takiego psa ma swój własny niepowtarzalny trop i tak na przykład w moim wypadku pies bez żadnych problemów poprowadziłby SS-mana z tego miejsca, w którym rozpocząłem ucieczkę ale tylko do tego miejsca, w którym zrzuciłem buty. Teraz doszedł nowy element, pantofle fryzjera, inny zapach, inny smród, inny trop, wszystko jedno jak to nazwiemy i pies zaczyna być skołowany. I o taką domniemaną reakcję psa spowodowaną zresztą prymitywnymi środkami, mi chodziło. Teraz los moich butów podzieliła kurtka, koszula, spodnie, wszystko to rozrzucam po krzakach tak, że zostaję tylko w spodenkach gimnastycznych i tych pantoflach lekkoatletycznych, koledzy biegną przede mną w pasiakach, czyli mają jakby trochę inną koncepcję ucieczki. W pewnym momencie kończą nam się krzaki i 60 metrów łąki i znów krzaki a na łące w lewo od nas 40 metrów SS-man z karabinem gotów do strzału. Był to ostatni SS-man z naszego komanda, ponieważ my w momencie kiedy wpadliśmy w krzaki straciliśmy troszkę orientację na kierunek i zamiast oddalać się od miejsca pracy, cały http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has not been checked for spelling or accuracy. Kaseta 22 Kowalczyk August 20 czas krzakami biegliśmy wzdłuż miejsca pracy. Stojący na grobli esesman usłyszał hałas. Po krzakach schodzi z grobli na łąkę i z karabinem gotowym do strzału czeka. Koledzy biegną, ja przycupnąłem pod krzakiem na skraju łąki. Koledzy biegną, strzela raz drugi, chyba niecenie bo wpadli w krzaki. Ja zorientowałem się, że esesman wystrzelał cały magazyn, to nie były jego pierwsze strzały w czasie tej ucieczki ponieważ widzę, że zaczyna ładować. Myślę zanim załadujesz, zanim zarepetujesz to ja przeskoczę. I myślałem precyzyjnie. Natomiast on zdążył załadować, zarepetować, a ja ciągle siedziałem pod krzakiem. Ale musiał mnie zobaczyć, przymierzył się i w tym momencie został chyba pobity rekord świata na 60 metrów bo ja przefrunąłem przez te 60 metrów, łąki nie przeskoczyłem. Strzelił raz, drugi wpadłem w krzaki. Krzaki się skończyły, stare koryto Wisły, znów krzaki, krzaki się skończyły wał wiślany, w dole Wisła, dopływy, płytko przeszedłem, głębia, położyłem się, spłynąłem jakieś 200 metrów w dół, wyszedłem na przeciwległym brzegu przy pierwszych zabudowaniach jakie zobaczyłem, skoczyłem tam. Kłódka na chałupie, kłódka na stodole, otwarta jakaś obórka. Tam nie ma się gdzie schować wyskakuję z powrotem na wał wiślany i widzę, że mam sprzymierzeńca, o jakim zupełnie zapomniałem. 10 czerwca to czas kiedy zboża, a szczególnie żyta mają już normalną wysokość. Potem zaczynają dojrzewać, nie rosną. I w związku z tym zobaczyłem, że kobiety, które idą polami pomiędzy zbożami są widoczne o tylko tyle kawałek ramienia i głowa. Dla takiego nagusa jak ja w tym momencie to była kolosalna szansa. Wobec tego pomiędzy zbożami w kierunku lasu, las oddalony o jakieś dwa kilometry, pod lasem łąka na łące gospodarz kosi trawę, ja do niego ale zanim ja zdążyłem cokolwiek powiedzieć to on do mnie mówi: a to pan ucieka z Oświęcimia. Zdradzał mnie na pewno strój nietypowy, ale przede wszystkim łysa ogolona głowa. Ja mówię - tak, i niech pan posłucha on mówi, słucham strzelaninę. Ja mówię panie ja właśnie z tej ucieczki i proszę powiedzieć istnieje szansa, żeby stąd w miarę możliwości bezpiecznie polnymi drogami przedostać się do Zagłębia Dąbrowskiego. Miałem tam trochę takiej rodziny o której przypuszczałem, że Niemcy nie wiedzą. I tam na początek chciałem się zaczepić. Okazało się, że taka szansa istnieje. Człowiek bardzo dokładnie wytłumaczył mi gdzie, jak, którędy http://collections.ushmm.org Contact reference@ushmm.org for further information about this collection This is a verbatim transcript of spoken word. It is not the primary source, and it has no

Comments